AKTUALIZACJA


Niedziela, godz 12.30
Wiemy już nieco dokładniej, co się działo wczoraj w Gorcach. Herci z Marcinem wyszli z założenia, że uda im się zdobyć wszystkie 17 punktów w limicie 8 godzin, a jeśli nawet się pomylą, będą mieli 30 minut zapasu (takie spóźnienie dopuszczał organizator, doliczając karę ale nadal klasyfikując zespół). Po podbiciu 14 PK w czasie 6h 15 minut zostały już tylko punkty na podejściu pod Turbacz, właściwie po drodze na szczyt. Niestety na szukaniu pierwszego z nich zeszło naszym 1h 20 minut i szanse na zdobycie wszystkich punktów spadły do zera. Biegli cały ostatni odcinek pod górę żeby wyrobić się w limicie ale spóźnili się o te 4 nieszczęsne minuty.

Ale nie ma tego złego - Herci mówił, że Marcin połknął bakcyla i: coraz bardziej mu się podoba rajdowanie. A skoro nie zraził się po rozgrzewce na prawie 50 km i około 2,5 km w pionie, to w przyszłości powinno być juz tylko lepiej :)

Po pierwszym dniu Winter Trophy prowadził duet z Remikiem Nowakiem na czele. Remik - do boju! A z mniej przyjemnych historii, nasi panowie nie byli jedynymi, którzy nie zmieścili się w limicie ale największego pecha miał Łukasz Warmuz, który złamał nogę. Łukasz - życzymy szybkiego powrotu do zdrowia i na rajdowe ścieżki!!!


ast-logo.jpg

Sobota, godz 23.30
Bywa i tak, że się nie udaje... Gdy śnieg zasypał i skuł lodem prawie cały kraj, akurat na Turbaczu przyszła odwilż. Winter Trophy wbrew planom nie odbywał się więc na rakietach, ale na butach, a to co było kiedyś śniegiem miało kilkanaście centrymetrów grubości. Plany pokrzyżowały się także naszemu duetowi - Piotrkowi i Marcinowi. W sobotę o 4 minuty nie wyrobili się w limicie i przestali być klasyfikowani. Herci pisał, że gdyby nie te 240 sekund, prowadziliby... A tak w niedzielę mogą spać do późna.

Ale cóż, pozostaje kibicować pozostałym zawodnikom i czekać na następny start z odsieczą ;) Zima nie odpuszcza, więc na pewno będzie okazja!